Agent Heban: trening

agentheban

gh7

Agent Heban obudził się tego dnia w wyjątkowo dobrym nastroju. Pogoda była świetna i co najważniejsze była sobota. Oznaczało to tak wiele, mnóstwo emocji, atrakcji i podróży. „Tak powinien wyglądać dzień każdego agenta” – pomyślał. Od momentu kiedy po akcji o pseudonimie „Kość-bomba atomowa” został przyjęty w poczet FBI i dostał z tej okazji od przełożonych czarne szelki z dumną nazwą organizacji, jego życie się zmieniło się na lepsze. Teraz każdego dnia spacerując po ulicy i parkach widział w oczach kobiet podziw. Oczywiście nie mógł przejść obok „Ochów” i „Achów” obojętnie i pozwalając sobie na odrobinę nonszalancji i snobizmu podnosił swój puchaty ogon doprawiając płeć piękną o zawrót głowy. Niestety gdy nadszedł TEN dzień, nie mógł sobie zawracać głowy takimi drobnostkami. Dostał przydział do kolejnej misji. Wiedział jedynie, że będzie to próba polegająca na rozbrojeniu przeciwnika. Dotychczas takie akcje oglądał jedynie w filmach o Jamesie Dog’sie ale w głębi duszy wiedział, że i tak sobie poradzi ale mimo wszystko nie mógł przypuszczać jakie pułapki będą na niego czyhały i musiał być gotowy na wszystko.

Nadszedł ten moment, wybudzony z lekkiej popołudniowej drzemki słowami partnera treningowego: „Heban bawimy się na podwórku, chodź”, wiedział co robić. Zerwał się na cztery łapy i z pędem błyskawicy wyleciał z domu. Jego przewaga polegała na szybkości reakcji. Może nie koniecznie zawsze kierował się logiką, za to serce zawsze podpowiadało mu co ma robić. I tym razem serce znowu stanęło na wysokości zadania. Zobaczył, iż jego partner treningowy trzyma coś długiego, służącego ewidentnie do prób siłowych i zamierza się tym czymś zamachnąć. Trzeba pamiętać, że partner od czasu do czasu jest sprytny i tym razem nie zawiódł Agenta Hebana swoją pomysłowością. Agent Heban od tego momentu widział już wszystko w zwolnionym tempie. Usłyszał, bicie swojego serca, poczuł jak krew zaczyna krążyć w jego żyłach i poczuł delikatne zadowolenie z adrenaliny zaczynającej dawać o sobie znać. Widział, jak partner wykonuje zwód i próbuje dokonać rzutu w przeciwną stronę, powoli odwraca się plecami i wyciąga do tyłu rękę tnąc niemiłosiernie powietrze przyrządem treningowym. Agent nie czekał, rzucił się pędem i kiedy ręka zaczynała się oddalać zastosował najbrutalniejszy i najskuteczniejszy chwyt jaki znał. Wyskok, odbicie wszystkimi łapami a raczej pazurami od pleców partnera i złapanie zębami za rękę zamiast za przyrząd. Dzięki temu miał pewność, że przeciwnik, rzuci przedmiot i tym razem się nie mylił. Partner treningowy padł na trawę łapiąc się za pulsującą z bólu rękę, a Agent oddalił się z trofeum w pysku.

Od teraz już żadna kobieta mu się nie oprze…

gh1
gh2
gh3
gh4
gh5
gh8
gh9

Łukasz

'Mój' - głos rozsądku w naszej hebanowej trójce, fotograf hobbysta, prawnik, opiekun małego-dużego psotnika Hebana

10 komentarzy

  1. domi i hela   •  

    james dogs :D powaliło mnie :D
    świetny wpis :)
    A Heban..jestem zakochana..

    • Agnieszka   •  

      Dzięki Dominika ;)

  2. Zocha27   •  

    Wow, jak miło się ogląda ładne fotki po dobrej lekturze ;) Ha, wygląda na to że Heban i Zula będą miały takie same szelki. A przynajmniej firma i napis ten sam, bo ja się jeszcze połasiłam o kolor moro nowych szeleczek. Kurczę, zazdroszczę Wam jeszcze światla kiedy robiliście zdjęcia, cudowne!

    • Agnieszka   •  

      Dzięki Zocha :) Szele Juliusa to bardzo dobry wybór, starczą Wam na bardzo długo :D

  3. Kaśka   •  

    Tak się zastanawiam, czy ta wrodzona „zgrabność” w przypadku Puzona, a jak mniemam, również w przypadku Hebana dotyczy wszystkich psów o większych gabarytach, czy tylko wybranych… :)
    Mam nadzieję, że obyło się bez większych urazów :)
    Piękne zdjęcia…

    • Agnieszka   •  

      Tym razem obyło się bez urazów, na szczęście :) Największym dokonaniem Hebana jak dotąd jest przetrącenie mi nosa… :/ Co do zgrabności to myślę, że dotyczy ona dużych psów z dużym temperamentem. :D

      • Kaśka   •  

        Agnieszka, ciesz się, że Ci tego nosa nie złamał. Puzon ma na swoim koncie taki wyczyn :/ No i to podbite oko mojego taty… Masakra….

        • Agnieszka   •  

          Wow kto był tym (nie)szczęśliwcem? Mam nadzieję, że się wszystko dobrze skończyło?
          Heban na szczęście jedynie mnie znokautował ale że miałam już kiedyś złamany nos i przetrącony nos (2/3 razy) więc gruchnęło całkiem mocno :)

  4. Evela   •  

    ehh nie mogę się napatrzeć na te Wasze fotki, coś niesamowitego!

    • Agnieszka   •  

      Dzięki Evela ;)

Zostaw komentarz! Lubimy znać Twoje zdanie :)