Co się kryje pod śniegiem?

lapamin

lapaminPrzedwczoraj dowiedziałem się, że nic dobrego…

Ponieważ w ciągu tygodnia nie mamy zbyt wiele oświetlonych miejsc na wieczorne spacery zawsze z niecierpliwością czekam na weekendy, kiedy Moi zawsze zabierają mnie na dłuuuugie wypady w różne ciekawe miejsca. Zawsze bezbłędnie rozpoznaję moje ulubione 2 dni, bo wstajemy wszyscy razem rano, wspólnie jemy śniadanie (chociaż dobrze wiem, że Moi mają coś znacznie pyszniejszego na talerzu i nigdy nie chcą się podzielić…) i szykując się do wyjścia Moja pakuje mój ‚wyjściowy’ plecak. Nie jestem z tych co wpadają w szaleństwo na widok smyczy ale cieszę się na swój własny sposób i pospieszam Moich próbując przyciągnąć ich w stronę drzwi.

… wracając do weekendu. Ponieważ Moich tego dnia dopadło jakieś choróbsko, nie wybieraliśmy się daleko, bo na spacer do naszego lasu. Kiedy już dotarliśmy na znajomą łąkę, latałem jak szalony, pędząc w stronę lasu. Ale zanim jeszcze dotarliśmy na moje ukochane wydmy, Moi zawołali mnie nieco poddenerwowani i zaczęli oglądać moją tylnią łapę – nie wiem po co, bo czekał na nas wspaniały spacer… ‚nie czekał? dlaczego zawracaliśmy? Ach samochód – jedziemy gdzieś dalej? Też super!’

Ale nie było super… bo wylądowałem w znajomym gabinecie, na stole, z tylnią łapą w ręku Pana doktora – co oni z tą łapą… aaaała… i już wiedziałem, że coś rzeczywiście było nie tak. Opuszek strasznie bolał i okazało się, że krwawiłem całą powrotną drogę z polany. Zimno i radość ze spaceru sprawiły, że nie czułem bólu, ale kiedy Pan doktor oczyszczał ranę i bandażował nogę bardzo bolało.

Niestety szalejąc na śniegu natrafiłem na czyjeś śmieci, wyrzucone na polanie, gdzie nikt nie jeździ – ktoś musiał więc się ich pozbyć specjalnie. Wśród śmieci była najprawdopodobniej rozbita butelka, która przecięła mój opuszek.

I tak zamiast 2 dni spacerów i wyjazdów, mieliśmy dwudniowy szlaban domowy. Moi pilnowali mnie i mój opatrunek – chociaż jakoś nie ciągnęło mnie do jego rozrywania, jedynie ochronna skarpeta była (nadal jest, bo chowam ją sobie w krzakach :D) świetną zabawką do podrzucania na podwórku. W nagrodę za to, że byłem taki grzeczny, dostałem w domu sporą kość cielęcą, więc nie było tak źle, ale po zastrzyku przeciwbólowym byłem taaaaki śpiący.

lapatag

Moi kupili mi takie śmieszne psie buty Trixie (po zdjęciu opatrunku) ale rozmiar L okazał się na mnie dużo za mały, więc do czasu kiedy nie wymienią ich co najmniej na XXL nie wybierzemy się na spacer po ‚posolonych’ ulicach.

Niestety takim sytuacjom ciężko zapobiec bo ani ja ani Moi nie widzieli niczego podejrzanego pod warstwą śniegu i żadne z nas nie spodziewało się znaleźć rozbitego szkła po środku dzikiej polany… Łapa na szczęście powoli się goi ale niech strzeże się każdy kogo przyłapiemy na wyrzucaniu śmieci do lasu albo w jego okolicach!

A Wam i Waszym pociechom życzymy spokojnych i bezpiecznych harców na śniegu.

 

Heban

Hovawart, kombinator, wielbiciel smaczków wątrobianych, porywacz skarpetek i niszczyciel wszystkiego czego teoretycznie nie da się zniszczyć, wykorzystujący swoją nieprzeciętną inteligencję głównie w niecnych celach :)

6 komentarzy

  1. TataHebana   •  

    A ja jak znajdę jakiegoś Pana śmiecącego nie tam gdzie powinien to na chwilę zapomnę, że jestem kulturalny, synuś….. ;)

  2. piesberek   •  

    Biedny Heban :( Zdrowiej szybciutko. A mordke to on ma przepiekną :D

    • Agnieszka   •  

      Biedny bo widać, że go jeszcze boli ta łapka ale na szczęście powoli się goi…

  3. eenka   •  

    Niestety proceder zaśmiecania lasów, łąk i pól u nas też jest powszechny… Na szczęście nie trafiliśmy na żadne szkło jak do tej pory (i lepiej niech tak zostanie). Za to widzieliśmy już pralki, monitory, lodówki a nawet skoszoną trawę w workach na śmieci… A szkoda, bo natura kiedyś się nam za to odwdzięczy…
    Hebanie wracaj szybko do zdrówka, bo kolejny weekend już niebawem :)
    Pozdrawiamy serdecznie

    • Agnieszka   •  

      Eenka dokładnie, najgorsze jest to, że potem zwierzęta połykają folię albo inne trujące odpadki, które zagrażają życiu albo kaleczą się bo ktoś pożałował pieniędzy na wywóz swoich śmieci. Ja jadąc niedawno do pracy widziałam ogromną stertę urządzeń elektrycznych zrzuconych przy wejściu do lasu, ktoś pewnie podjechał dostawczakiem i zrzucił wszystko na ścieżkę. Sterta leżała 3 dni bo straż gminna nie miała jak tego zabrać. DEBIL!

      Nienawidzę jak ktoś śmieci, szczególnie w miejscach, które są ostoją przyrody.
      Tak jak napisał Łukasz niech no tylko ktoś spróbuje zrobić taki zrzut przy nas, nogi z d**y powyrywam…

      Dziękujemy, Hebanowi rana powoli się zasklepia i przez najbliższy czas będzie chodził w ‚buciku’ – który na szczęście akceptuje i nie próbuje go za wszelką cenę ściągnąć z łapy :)

Zostaw komentarz! Lubimy znać Twoje zdanie :)