Gdzie byliśmy, kiedy nas nie było?

parisico

Ucichliśmy na dwa tygodnie ale już jesteśmy z powrotem. Część z Was pamięta pewnie, że szykowaliśmy się do ceremonii, dzięki której Heban obecnie posiada obydwoje opiekunów o tym samym nazwisku. :)

Mieliśmy ambitne plany co do uczestnictwa Hebana na ślubie, ale brak czasu na ćwiczenia i jego wciąż jeszcze nieokiełznane obejście odwiodły nas od tego postanowienia. Pojawiło się wtedy pytanie: „Jak zapewnić Hebanowi opiekę podczas tych ponad 10 godzin uroczystości i wesela?” Wszyscy nasi bliscy i znajomi mieli się przecież bawić razem z nami… Pomysł oddania psa do hotelu nigdy do mnie nie przemawiał, zaczęłam więc szukać kogoś kto posiedzi z Hebanem u nas w domu. W międzyczasie przypomniało mi się imię „Agnieszka Borkowska„.  Szybki research, telefon i umówiłyśmy się na wstępne spotkanie. :) Puchatym, w naszym Najważniejszym Dniu, opiekowała się Monika, której nie przeraziła wizja pozostania sam na sam z naszym wariatem, przez te kilka godzin, aż do świtu. Monika pomogła nam podczas przygotowań ślubnych odwracając uwagę i bawiąc się z Puchatym, któremu jak najbardziej odpowiadał taki układ i który nawet nie zauważył kiedy wymknęliśmy się z domu. :) Dziękujemy Agnieszce za profesjonalne podejście do klienta i Monice za super opiekę nad Hebanem. Polecamy Wam stronę Agnieszki na Facebooku – klik!

Co z podróżą poślubną? Już od dawna zastanawialiśmy się nad kwestią naszego „poślubnego” wyjazdu. Wypadło na Paryż. Ze względu na specyfikę wyjazdu, wizję rozgrzanego do 40’C miasta i ewentualny przelot samolotem postanowiliśmy, że lepszym rozwiązaniem ze względu na Hebana, będzie tydzień w domu pod okiem dziadka, czyli mojego taty. Był to doskonały, jak się później okazało wybór i dla puchatego, który całe dnie spędzał z moim tatą na dworze jak i dla „dziadka”, który miał ogromną radochę ze wspólnych ogrodowych prac z Hebanem. Tym bardziej, że po odejściu naszego poprzedniego, rodzinnego psa, mój tato miał niedosyt w kontaktach z czworonogami. I wilk pozostał syty i owca cała. ;) Choć nie powiem, tęskniłam za Puchatym i moje myśli wędrowały czasem wprost z Francji do naszej podlegionowskiej miejscowości. :)

heban (2 of 2) heban (1 of 2)

Paryż – piękne, duże, romantyczne miasto zachwycało mnie do jednego niefortunnego momentu… kiedy zobaczyłam duży znak nad wejściem obwieszczający sklep zoologiczny. Wstąpiłam do środka w nadziei kupna jakiegoś fanta dla Hebana i w tej samej sekundzie pożałowałam swej decyzji. Wiedziałam, że w niektórych krajach europejskich nadal trwa proceder sprzedaży psów w sklepach ale nie miałam pojęcia, że dotyczy to także Francji. Nagle znalazłam się na środku sklepu, pośród boksów ze szklanymi witrynami, jeden na drugim, wypełnione szczeniakami różnych ras. Spojrzałam w dół, na niewiele większy boks od pozostałych, ze szczeniakiem owczarka niemieckiego krążącego wokół boksu, wysyłającym sygnały wyraźnego lęku. I ludzie, masa ludzi pukających w szybki i przerażone szczeniaki, na oko 6/7 tygodniowe. I gorąc, duchota, brak klimatyzacji i te szklane szyby… Koszmar… Nie należę do osób super wrażliwych, nie raz bywałam w schronisku ale zrobiło mi się tak niewymownie przykro tych wszystkich małych istot. Lęk, oderwanie od matki, brak jakiekolwiek możliwości ruchu, socjalizacji. Sprzedawane jak rzeczy, jak przedmioty. Nie byłam w stanie zrobić żadnego zdjęcia, Łukasz wyciągnął mnie na zewnątrz sklepu i poszliśmy dalej, mijając co najmniej 5 czy 6 takich „zoologicznych” na tej samej ulicy. Koszmar, dobrze że w Polsce zabroniona jest taka sprzedaż…

Źródło: http://www.dw.de/zwierzęta-w-sklepach-zoologicznych-cierpią/a-16131427

Źródło: http://www.dw.de/zwierzęta-w-sklepach-zoologicznych-cierpią/a-16131427

Źródło: http://www.huffingtonpost.com

Źródło: http://www.huffingtonpost.com

Powrót do domu, do Hebana był dla nas rzeczą bardzo przyjemną, i prawdę powiedziawszy ostatniego dnia już nie mogliśmy się doczekać lądowania w Warszawie. Stęskniliśmy się za naszym małym diabłem i to bardzo. On chyba też się za nami trochę stęsknił bo powitanie było wyjątkowo wylewne a przez kolejne dni, Heban nie odstępował nas na krok. I tak oto minęły nasze zapracowane 2 tygodnie i kolejny raz przekonałam się jak bardzo można pokochać własnego psa. :D

A Wy co zaplanowaliście na swój wakacyjny urlop? :)

Agnieszka

'Moja' - miłośniczka psów, grafik i pasjonat fotografii, największa fanka Hebana :)

11 komentarzy

  1. Beata/   •  

    Parę dni temu też wróciłam z Paryża i chyba byłyśmy w tych samych sklepach zoologicznych, gdzie dwa duże owczarki niemieckie siedziały w klatce na samym dole. To było dla mnie też straszne. Nie mogłam na to patrzeć. Wyszłam z tego sklepu cała roztrzęsiona a dwa kroki dalej znowu sklep z tym samym widokiem i póżniej znowu i znowu. W tym jednym sklepie brak klimy 28 stopni na zewnątrz-smród na całego, w następnych już było trochę lepiej.,ale „terraria” to mnie przerażały i piski tych psów na widok ludzi.
    Tak samo opisałam to wszystko znajomym jak ty to napisałaś wyżej.

    • Agnieszka   •     Autor

      Wydaje mi się, że ta ulica była właśnie aleją „sklepów zoologicznych” bo rzeczywiście my również mijaliśmy jeden po drugim… Straszne, że są jeszcze w Europie kraje w których w tak nieludzki sposób sprzedaje się psy. :/

  2. domi i hela   •  

    Wszystkiego dobrego dla was! :) Też bym chciała Helę na ślubie, ale niestety też chyba będę musiała z tego zrezygnować. Ale może chociaż sesja ślubna..?:P
    Co do tych sklepów..porażka. :( Też nie wiedziałam, że we Francji tak jest..

    • Agnieszka   •     Autor

      My też mamy Hebana na zdjęciach z sesji narzeczeńskiej i na sesji plenerowej też go nie zabraknie :D

  3. Lidka i Goran   •  

    Szczęścia i jeszcze raz szczęścia!Wszystkiego najpiękniejszego na nowy rozdział w życiu :)
    Pozdrawiam serdecznie.
    PS Brakowało Was…

    • Agnieszka   •     Autor

      Dziękujemy! :)
      Pozdrowienia dla Was i Gorana ;)

  4. piesberek   •  

    Wszystkiego naj naj !! Ale super ze juz jestescie spowrotem :)

    Przyznaję, że ten sklep zoologiczny o ktorym wpomniałas przeraził mnie a zdjęcie zmroziło. To jest okropne. Mam nadzieję ,że te psiaki szybko znajdują dom. A co jesli nikt takiego malca nie kupi? Ile tam tkwią? Masakra :/

    • Agnieszka   •     Autor

      Dzięki Ewa ;)

      A co do sklepu, to nawet Ci nie będę mówiła jaką rasę dostrzegłam wśród maluchów za szybą (nie chodzi o hovka)…

      Masakra z tymi szczeniakami sprzedawanymi jak chomiki, po kilka sztuk w jednym „terrarium”. A średnia cena to ok 1500 euro. Nie wiem czy to dobrze, bo ktoś się dobrze zastanowi zanim wyda tyle na szczeniaka czy źle bo wiele z nich nie znajdzie w domu aż staną się „za duże” i „nierentowne” i co wtedy? Ech…

      • piesberek   •  

        Na serio – co wtedy sie z nimi dzieje? Schronisko? Nigdy nie interesowałam sie tym ale moze warto poszukac co dzieje sie z tymi psiakami z takich sklepow. moze pogrzebie.

  5. Evela   •  

    Życzymy WSzystkiego Dobrego na Nowej Drodze Życia! I nie zanikajcie już na tak długoo :)))

    • Agnieszka   •     Autor

      Dziękujemy! :D

Zostaw komentarz! Lubimy znać Twoje zdanie :)